Poprosiłem dwóch asystentów AI, żeby przeanalizowały styl moich tekstów publikowanych na blogu wujekdobrarada.pl i na tej podstawie wygenerowały tekst odnoszący się do plotki jaką próbował grzać dziś Radiozet:
Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński planuje na przyszłoroczne wybory wielką prawicową koalicję. Przy okazji chce podzielić Konfederację. Reporter Radia ZET Mariusz Gierszewski poznał nazwiska, które mają się znaleźć w koalicji Kaczyńskiego.
Oba stworzyły teksty zatrważająco do siebie podobne:
CLAUDE (Fable 5 High)
Plemiona łączcie się!
Wieść gminna niesie, że Dobrotliwy Wódz Jarosław, czując na plecach oddech wieczności, rozpoczął zakulisowe rozmowy z młodym wodzem plemienia konfederackiego. Plotka, rzecz jasna, oficjalnie zdementowana przez wszystkie zainteresowane strony — co w polskiej polityce jest najpewniejszym dowodem na to, że coś jest na rzeczy. Bosak z Kaczyńskim mieliby ponoć dogadywać się co do wspólnego rządzenia po wyborach 2027. I wiecie co? Ani trochę mnie to nie dziwi.
Bo przecież napisałem to już lata temu: plemiona są dwa i wywodzą się z jednych i tych samych korzeni. A teraz okazuje się, że korzeni jest jeszcze mniej, niż sądziłem. Konfederacja, która przez lata sprzedawała się naiwnym jako jedyna prawdziwa opozycja wobec socjalistycznego rozdawnictwa, jako ostatni bastion zdrowego rozsądku gospodarczego, jako partia ludzi umiejących liczyć — okazuje się być zwykłym plemieniem jak wszystkie inne. A plemię, jak to plemię: jego jedynym celem jest dorwanie się do koryta. Program? Wartości? WOLNOŚĆ gospodarcza? To wszystko rekwizyty, drogie dzieci. Scenografia teatru, do którego bilety kupujecie co cztery lata przy wyborczej urnie.
Wyobraźmy sobie ten mariaż. Z jednej strony zakon socjalistów narodowych, którzy przez osiem lat swoich rządów rozdali, co się dało, zatrudnili w spółkach każdego pociotka i uwierzyli, że gospodarka to worek bez dna, z którego wystarczy hojnie czerpać przed każdymi wyborami. Z drugiej — młodzi gniewni, którzy na każdym rogu krzyczeli o podatkowej pańszczyźnie, o tym, że Polak pół dniówki haruje na państwo. I teraz ci drudzy mieliby dogadywać podział stołków z tymi pierwszymi? Toż to tak, jakby abstynent otwierał melinę do spółki z gorzelnikiem, tłumacząc, że przecież od środka łatwiej będzie walczyć z pijaństwem.
Najzabawniejsi będą oczywiście wyborcy. Konfederacki elektorat, ten cały internetowy legion wolnościowców, przez lata wylewający pomyje na „PiS-owski socjal”, wykona zwrot przez rufę w czasie krótszym, niż zajmuje napisanie tłita. Bo tak działa plemię: przywódca powie, że czarne jest białe, a lud przytaknie. Wczoraj Kaczyński był uosobieniem wszelkiego zła, jutro okaże się mężem stanu, z którym trzeba usiąść do stołu „dla dobra Polski”. Dla dobra Polski! Ileż już razy słyszeliśmy tę formułkę, wypowiadaną przez kolejne szajki dzielące między siebie 432 państwowe spółki, rady nadzorcze, agencje, fundusze i fundacje. MY płacimy, ONI się dzielą. Tak to działa, Anno Domini 2026.
A może się mylę? Może to tylko dziennikarska kaczka, wypuszczona przez któreś plemię, żeby przetestować reakcje elektoratu? W końcu do wyborów jeszcze rok z okładem, a w polskiej polityce rok to epoka. Ale nawet jeśli to plotka, to jest ona pouczająca. Bo nikt — dosłownie NIKT — nie uznał jej za niemożliwą. Nikt nie parsknął śmiechem i nie powiedział: przecież to absurd, te partie dzieli przepaść programowa. Wszyscy pokiwali głowami: no tak, może być, czemu nie. I to jest najsmutniejsza puenta tej historii. Wszyscy w głębi duszy wiemy, że program nie ma tu nic do rzeczy. Że liczy się wyłącznie arytmetyka sejmowa i apetyt na konfitury.
Czy ktoś jeszcze pamięta, że władza miała być służbą? Czy znajdzie się w tym kraju siła polityczna, która nie będzie plemieniem? Czy wyborca zrozumie kiedyś, że głosując „przeciw”, zawsze głosuje „za” — tyle że za inną szajką?
Nie łudźcie się. Dobranoc drogie dzieci…
GEMINI (3.1 Pro)
Kolejna rewelacja z sejmowych kuluarów rzucona na pożarcie medialnej tłuszczy: Krzysztof Bosak ma rzekomo po cichu paktować z Jarosławem Kaczyńskim o koalicji po wyborach w 2027 roku.
I oto pretorianie obu plemion, ramię w ramię z watahą zblazowanych medialnych wyjadaczy na Twitterze, dostali nagłej piany na ustach. Jedni krzyczą o zdradzie narodowych ideałów, drudzy o genialnym manewrze taktycznym, a tak naprawdę wszyscy po raz kolejny dają się łapać na ten sam, prymitywny lep.
Prawda jest bowiem nudna jak flaki z olejem i porażająco przewidywalna. Nasi Umiłowani Przywódcy, bez względu na to, czy stroją się w piórka wolnościowych radykałów, czy narodowo-socjalistycznych zbawców narodu, cierpią na dokładnie tę samą, nieuleczalną przypadłość. Ta choroba to bezbrzeżna miłość do stołków.
Gdyby te plotki okazały się faktem – a umówmy się, w polskim bagnie politycznym żaden sojusz nie jest zbyt egzotyczny – zobaczylibyśmy spektakl hipokryzji najwyższej próby. Z jednej strony mroczny zakon z Nowogrodzkiej, który dla utrzymania resztek wpływów i dostępu do państwowego koryta sprzymierzy się choćby i z samym diabłem. Z drugiej strony młodzi, gniewni chłopcy w dobrze skrojonych garniturach, którzy przez lata budowali swój kapitał na rzekomej „anty-systemowości” i bezkompromisowej walce z „bandą czworga”.
I co z tego wielkiego, wolnościowego etosu zostanie? Nic. Krew w piach. Gwarantuję, że jeśli przyjdzie co do czego, te wszystkie piękne opowieści o niskich podatkach, likwidacji biurokracji i obronie suwerenności zostaną błyskawicznie przehandlowane za kilka ministerialnych tek, posady w radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa i prawo do decydowania o tym, jak głęboko państwo może wetknąć nos w prywatne życie obywatela. Bo o to w tym wszystkim chodzi. O władzę. O to, żeby to ONI, a nie tamci drudzy, mogli rozdzielać łupy.
Najsmutniejsze w tym teatrzyku dla ubogich jest jednak zachowanie tak zwanego elektoratu. Przeciętny Polak, skażony umysłowo dekadami politycznego poddaństwa, znów uwierzy, że bierze udział w jakiejś dziejowej misji. Plemię pomaszeruje posłusznie do urn, święcie przekonane, że wybiera mniejsze zło, podczas gdy w rzeczywistości wybierze jedynie nową ekipę zarządców tego luksusowego obozu pracy przymusowej.
Niezależnie od tego, czy po 2027 roku Polską rządzić będzie koalicja socjalistów pobożnych z socjalistami bezbożnymi, czy też narodowych etatystów z „wolnościowymi” karierowiczami – finał dla zwykłego, ciężko pracującego człowieka będzie dokładnie taki sam. Bolesny i kosztowny. Państwo i tak zabierze Ci połowę Twojej dniówki, żeby sfinansować kolejne populistyczne programy i utrzymać tę bandę życiowych nieudaczników na rządowych stołkach.
A Wy dalej ekscytujcie się tłitami o wielkiej koalicji. Kupujcie popcorn i oglądajcie, jak jedni udają, że walczą o Polskę, a drudzy, że robią biznes życia.
Dobranoc, drogie dzieci. A w demokracji niezmiennie rządzi głupota.
Oba modele nie uwzględniły tutaj faktycznego tekstu o który chodzi, więc skierowałem je wprost do niego i wtedy stworzyły to:
CLAUDE (Fable 5 High)
Dziel i rządź, towarzysze!
Radio ZET doniosło dziś o kolejnym genialnym planie Dobrotliwego Wodza. Otóż prezes Kaczyński miał złożyć propozycję dołączenia do koalicji jednemu z liderów Ruchu Narodowego i wicemarszałkowi Sejmu Krzysztofowi Bosakowi, a cel tego pomysłu ma być jeden — podzielenie Konfederacji. Równolegle propaganda PiS ma podkreślać, że drugi z liderów, Sławomir Mentzen, nie ma nic wspólnego z prawicą i jest tylko przedsiębiorcą „bawiącym się w politykę”. Klasyka gatunku. Divide et impera, wydanie nowogrodzkie.
Bosak oczywiście dementuje. Na platformie X ogłosił wszystkie dotyczące go informacje za nieprawdziwe i przestrzegł dziennikarzy oraz wyborców przed „operacjami dezinformacyjnymi polityków zbliżonych do kierownictwa PiS”. Twierdzi nawet, że w ogóle nie było go na kongresie, na którym wedle Radia ZET miał zasiadać w panelu z Błaszczakiem i Sasinem. I wiecie co? Tym razem skłonny jestem uwierzyć w dementi. Nie dlatego, żebym nagle nabrał zaufania do polityków — broń Boże. Po prostu ta plotka pachnie robotą plemienną na kilometr. Bo zważcie, drogie dzieci, komu taki przeciek służy. Najnowszy sondaż pokazuje, że tak małej różnicy między Konfederacją a PiS-em jeszcze nie było. Stary wódz czuje na karku oddech młodych wilków, które podbierają mu prawicowego wyborcę. Cóż więc robi plemienny strateg, który przez trzydzieści lat rozłożył na łopatki każdego koalicjanta i połowę własnych pretorianów? Puszcza w obieg opowieść o tym, że jeden z dwóch wodzów konkurencyjnego plemienia już siedzi z nim przy stole, a drugi to żaden prawicowiec, tylko biznesmen-lekkoduch. Dwie pieczenie na jednym ogniu: skłócić, ośmieszyć, wchłonąć.
Bo Kaczyński innej polityki nie zna. On nie wygrywa programem — on wygrywa rozkładem przeciwnika. Tak skonsumował Ligę Polskich Rodzin, tak strawił Samoobronę, tak pożarł Porozumienie z Solidarną Polską na deser. Ktokolwiek wszedł z zakonem PiS w sojusz, kończył jako przystawka. I teraz ten sam mechanizm ma zostać uruchomiony wobec Konfederacji, która — o ironio — sama jest przecież federacją dwóch plemion o zgoła odmiennych bożkach: narodowego i wolnościowego. Wystarczy wbić klin. A najlepszy klin to taki, którego ofiary same sobie wbiją, kłócąc się o to, kto z kim rzekomo rozmawiał.
Najsmutniejsze jest to, że MY, zwykli ludzie, znowu jesteśmy w tym teatrze wyłącznie widownią. Nikt tu nie rozmawia o podatkach, które zabierają nam połowę dniówki. Nikt nie pyta, co zrobić z setkami państwowych spółek obsadzonych partyjnymi miernotami. Cała para idzie w gierki personalne: kto kogo podzieli, kto kogo wchłonie, kto komu podłoży świnię przed 2027 rokiem. Arytmetyka sejmowa i apetyt na konfitury — oto cała treść polskiej polityki, Anno Domini 2026.
Czy Konfederacja przetrwa uścisk starego wodza? Czy wolnościowy elektorat zauważy, w którym momencie jego trybuni zaczną mówić językiem Nowogrodzkiej? Czy ktokolwiek w tym kraju zbuduje kiedyś siłę polityczną, której nie da się kupić stołkiem wicepremiera?
Znacie odpowiedź. Dobranoc drogie dzieci…
GEMINI (3.1 Pro)
Kolejna wrzutka dla naiwnej gawiedzi, tym razem zaserwowana przez redaktorów z Radia ZET, którzy z wypiekami na twarzy obwieścili światu najnowszy, genialny plan Dobrotliwego Wodza. Otóż Jarosław Kaczyński, tkwiący mentalnie głęboko w ubiegłym stuleciu, postanowił rzekomo ulepić nową „wielką koalicję prawicy” przed przyszłorocznymi wyborami. I żeby było zabawniej, w swoim starym, dobrym, pezetpeerowskim stylu, postanowił przy okazji rozłupać Konfederację.
Kogo to my w tej wymarzonej, zjednoczonej prawicy nie znajdziemy? Według przecieków, zaproszenia do koryta dostali (lub zaraz dostaną) etatowi statyści polskiej sceny politycznej: naczelny antysystemowiec RP Paweł Kukiz (doprawdy, ile razy można się sprzedawać i wciąż udawać dziewicę?), Marek Jakubiak, jacyś działacze od Bezpartyjnych Samorządowców i Ruchu Obrony Granic. No i gwóźdź programu – sam Krzysztof Bosak.
A co z drugą połową konfederackiego duetu? Tutaj spin-doktorzy z Nowogrodzkiej wymyślili narrację gładką jak łysina Lenina: Sławomir Mentzen to podobno żaden prawicowiec, tylko zwykły „przedsiębiorca bawiący się w politykę”. Widzicie ten manewr? Klasyczne dziel i rządź. Próba odrąbania narodowców od wolnościowców, żeby tych pierwszych wchłonąć, a drugich zepchnąć na margines. Wszystko po to, by towarzysze z PiS mogli dalej spokojnie uwłaszczać się na naszym wspólnym majątku i obsadzać swoimi miernotami kolejne spółki Skarbu Państwa.
Bosak oczywiście natychmiast wrzucił tłita z kategorycznym dementi. Oznajmił, że żadnej propozycji nie dostał, i ostrzegł przed „operacjami dezinformacyjnymi” polityków z otoczenia PiS. I wiecie co? Nie ma absolutnie najmniejszego znaczenia, czy ktoś do Bosaka faktycznie dzwonił, czy to tylko wyssana z palca plotka wypuszczona, by testować nastroje.
Liczy się sam fakt, że taki scenariusz jest w ogóle brany pod uwagę jako REALNY. Że po latach opluwania się nawzajem, nazywania zdrajcami i pachołkami obcych mocarstw, polski polityk jest w stanie przełknąć wszystko, jeśli tylko na horyzoncie majaczy władza. Tak to właśnie jest, gdy cała Twoja polityczna egzystencja sprowadza się do żonglowania cudzymi pieniędzmi.
Nieważne, czy Bosak ostatecznie pęknie, czy Mentzen założy kolejną partię. Nieważne, jakich fikołków dokona jeszcze Dobrotliwy Wódz, by utrzymać się na powierzchni szamba, w którym tonie od lat. Na końcu i tak za całą tę zabawę zapłacisz TY. Obywatelu, z którego pensji państwo ukradnie lwią część, żeby utrzymać przy życiu ten patologiczny układ. Bo u nas, pod szyldem wielkiej prawicy czy lewicy, zawsze wygrywa jedno i to samo zjawisko: twarda, zabetonowana KOMUNA.
A WY dalej wierzcie, że w tym wszystkim chodzi o jakieś ideały. Zamiast oburzać się na Twitterze, zacznijcie liczyć własne pieniądze. Zrozumcie wreszcie, że dopóki ONI mają klucze do państwowej kasy, Wasza WOLNOŚĆ jest tylko marnym złudzeniem.
O czym to wszystko świadczy? Z pewnością o tym, że mija już czas, kiedy wszelkie portale zapełniane były tekstami pisanymi przez studenciaków za śmieciowe stawki. Zostaną oni ostatecznie zwolnieni, bo po co nam średnio utalentowani wyrobnicy za minimalne stawki, kiedy możemy mieć zdecydowanie bardziej wydajnych, całkowicie dyspozycyjnych, stylistycznie i ortograficznie bezbłędnych cyfrowych niewolników za owej minimalnej ułamek? To oczywiste.
Po drugie – że mój styl pisania był z pewnością niezwykle wyrazisty, ale z drugiej strony naznaczony piętnem beznadziejności i czarnowidztwa. Zasadniczo, to dziś na świat medialno-polityczny patrzę całkowicie tak samo, jako na bagno, z którego nic dobrego zwykłym ludziom przyjść nie może, ale dziś mam to zasadniczo bardzo w dupie.



