Wydarzenia w szerokim świecie zdają się tak absurdalne, że nie pozostaje nam nic innego jak odlecieć w krainę fantazji i niepohamowanego szaleństwa. Szczęśliwie polskie kino ma w tej dziedzinie dokonania naprawdę godne uwagi. Zapraszam!
Obowiązująca dziś narracja przedstawia okres PRL (1944-1989) niczym coś równie strasznego, jak niemiecka okupacja w latach II Wojny Światowej. Podzielać ją może jedynie ktoś, kto po pierwsze nie miał szansy przeżyć choć kilku lat w tamtym okresie i po drugie zupełnie nie interesuje się historią, ani prawdziwymi relacjami osób ją tworzących. Tak, władza miała chęć sterować społeczeństwem TOTALNIE, ale KTÓRA władza takich zapędów nie ma?? Nie wchodząc tutaj w szczegóły – w bardzo wielu dziedzinach panowała wtedy niczym niemalże nie skrępowana wolność. W kinematografii wszystko (tak jak i dziś) zależało od układów i znajomości, ale jeśli już udało się jakiemuś twórcy wsadzić nogę w drzwi i dostać zgodę na realizację filmu, to PRL-owscy decydenci potrafili nie żałować sił i środków. Wiele z tamtych produkcji może dziś zadziwić rozmachem, a także pokręconym scenariuszem. Czasem to szło w parze…
Sanatorium pod klepsydrą (1973)

Filmy Wojciecha Jerzego Hasa rozpoznaje się już po napisach. Był on prawdziwym wirtuozem specyficznego rodzaju opowieści. Jego obrazy dzieją się jakby raz za razem na tej samej bocznej ulicy starego miasta. Wypieszczone kadry malują przed oczami widza dokładnie to, co reżyser chce nam pokazać. Muzyka podkreśla niespieszną akcję, bogata w szczegóły scenografia niezwykle skutecznie wciąga oglądających w świat, który pan W. J. Has sobie wyobraził. Powstały w 1973 roku film „Sanatorium pod klepsydrą” to apogeum tego stylu.

Scenariusz filmu napisał sam Has, w oparciu o zbiór opowiadań wydanych pod tym tytułem przez Bruno Schulza (1937). Film jest czysto surrealistyczny, sfilmowany z rozmachem. Oglądamy oniryczną podróż głównego bohatera granego przez niezrównanego Jana Nowickiego, przez wiecznie zmieniający się świat jego marzeń, wspomnień, traum i ekscytacji. Ten film trzeba odbierać bardziej zmysłami niż rozumem. Choć przedstawia podróż bohatera przez tytułowe sanatorium, to kolejne lokacje nie rozwijają jakiejś uporządkowanej akcji. Co charakterystyczne w wielu dziełach Hasa, to raczej ruchome obrazy, w których poruszają się aktorzy, ale gdzie sama przestrzeń gra równie ważną rolę jak oni.

Wojciech Jerzy Has nakręcił jeszcze kilka podobnych filmów, wszystkie godne polecenia:
- „Rękopis znaleziony w Saragossie” (1964)
- „Osobisty pamiętnik grzesznika przez niego samego spisany” (1985)
- „Niezwykła podróż Baltazara Kobera” (1988)
Pożegnanie jesieni (1990)
Właściwie wystarczyłoby przytoczyć nazwisko autora literackiego pierwowzoru: Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy) i wszystko jest jasne.

Dzieło wydane w 1927 roku to dekadencka powieść, pisana niewątpliwie pod wpływem różnych substancji psychoaktywnych, jednak w swym szaleństwie okazała się niezwykle prorocza. Autor przewidywał upadek cywilizacji jaką znamy, czerwoną rewolucję i panowanie komunizmu. Po niecałych dwudziestu latach jego kasandryczne wizje niemal się ziściły.

Reżyser Mariusz Treliński w swojej adaptacji dopowiedział historię, pokazał co działo się z bohaterem po wojnie, wykazując jak bardzo czarna przyszłość antycypowana przez Witkacego zrealizowała się w PRL.
Film, który miał premierę już w tzw. „wolnej Polsce” (1990), powstawał w burzliwym okresie przemian, ale dzięki temu jakby z rozpędu otrzymał jeszcze całkiem hojną oprawę wizualną. Mnie niezmiennie zachwycają role trzech wiodących postaci, grane przez moich ulubionych polskich aktorów: Marię Pakulnis, Jana Frycza i Jana Peszka. W filmie w ogóle roi się od pięknych kobiet i mężczyzn. Akcja toczy się tu niezwykle wartko, przeskakujemy do kolejnych lokacji, które są przedstawione (jak na schyłkowy PRL) bardzo malowniczo i wypełnione całą masą aktorów i statystów. Ten film to prawdziwa uczta – jeśli akceptujesz ten psychodeliczno-surrealistyczny entourage.

Inne ekranizacje utworów Witkacego i filmy o nim warte obejrzenia:
- „W starym dworku czyli niepodległość trójkątów” (1984)
- „Nienasycenie” (2003)
- „Tumor Witkacego” (1985)
- „Mistyfikacja” (2010)
Wrzeciono czasu (1995)
Pisałem już tutaj o moim podziwie do twórczości braci Kondratiuków, a w szczególności do szalonych dzieł Andrzeja. Wrzeciono Czasu to paradokumentalny, autotematyczny film nakręcony przez małżeństwo Andrzeja i zjawiskowej Igi Cembrzyńskiej. Powstał w ich wiejskiej posiadłości. Miejscu gdzie z czasem wybudowali dom i zamieszkali na stałe.

Może to z powodu mojej admiracji do takiego sposobu życia (razem – ale w odosobnieniu, na wsi, w otoczeniu natury, prosto, dla siebie, nie na pokaz, na SWÓJ sposób), niezwykle lubię tę serię (bo filmów kręconych w podobny sposób para stworzyła więcej), a w szczególności właśnie ten. Bo to naprawdę nie chodzi O CZYM on jest. Podziwiam tutaj JAK żyją uznani artyści. Jak tworzą swoją przestrzeń, jak w niej wypełniają swoje twórcze obowiązki. Jak czerpią radość z robienia filmu, który ich życie i pracę zlewa w jeden magiczny strumień emocji i wrażeń. Bo dobry film musi dawać jednocześnie jedno i drugie – ciekawa, zaskakująca, lub choćby pouczająca historia i do tego wizualne doznania. To musi iść w parze. W tym filmie me oczy cieszy samo otoczenie w jakim żyją jego bohaterowie (choć wielu zapewne nazwałoby je po prostu prymitywnym, lub wręcz obskurnym), ale także jak zwykle przyciągająca uwagę Katarzyna Figura.

Gra ona muzę Kondratiuka, którą ten namiętnie fotografuje, filmuje, zabawia i reżyseruje. Iga oczywiście odgrywa rolę zazdrosnej żony, ale jednocześnie jest patronką młodej aktorki i choć z politowaniem patrzy na umizgi Andrzeja, to ostatecznie unosi się ponad to i chyba w głębi duszy cieszy z radości męża.

Dzieło obfituje w szereg innych wątków, zwłaszcza rodzinnych, ale są one tylko przerywnikiem dla powolnej egzystencji oryginalnej pary na sielskim uboczu. Tak trzeba żyć.
Inne filmy Kondratiuków, które musisz obejrzeć:
- „Klub Profesora Tutki” (1966-1968, serial)
- „Dziura w ziemi” (1970)
- „Hydrozagadka” (1970)
- „Dziewczyny do wzięcia” (1972)
- „Pełnia” (1979)
- „Cztery pory roku” (1984)
- „Mleczna droga” (1990)
- „Słoneczny zegar” (1997)
Do następnego razu.


