Obejrzałem na Netfliksie film o Eddie’m Murphy. Taka trochę biografia, trochę wywiad. Może być. Kilka ciekawych rzeczy się dowiedziałem.
Kiedy w filmie obserwujemy moment, w którym Murphy otrzymuje rolę Axel’a Foley’a w „Gliniarzu z Beverly Hills„, naszła mnie taka obserwacja: pamiętam dokładnie, kiedy pierwszy raz oglądaliśmy ten film. To było u kolegi, który miał magnetowid VHS i kasetę z tym filmem. Nigdy nie zapomnę niesamowitego lektora, który czytał dialogi z prawdziwą pasją i niepohamowaną ekspresją. Uwielbialiśmy ten obraz. Ale nigdy, przenigdy nie przykładaliśmy żadnej wagi do tego, że Axel jest murzynem. Że jest czarny. W momencie premiery filmu miałem 12 lat. Jak go oglądałem pierwszy raz pewnie 13, a może nawet 14. I dla mnie (i moich kolegów) Axel Foley był po prostu wyluzowanym gliniarzem z Detroit. Dowcipnym i sprytnym gościem.

Kiedy ogląda się ten współczesny dokument, co i raz przedstawiana jest w nim atmosfera, jaka towarzyszyła karierze Eddie’go. Podkreśla się tu jakim osiągnięciem były jego sukcesy, bo był pierwszym czarnym, który po nie sięgnął. My tutaj, w zaściankowej Wschodzniej Europie nie mieliśmy takich problemów. Dla nas aktor albo był fajny, albo nie. I mógł sobie być biały, czarny albo każdej innej maści. Nie miało to dla nas różnicy.
Ale dziś ma. Dziś bombardowani jesteśmy propagandą ze wszystkich stron. Jedna każe nam wywyższać osoby o innym kolorze skóry, tylko dlatego bo tak wyglądają. Nie ważne co sobą reprezentują. W wielu krajach instytucje zobligowane są do zatrudniania „odpowiedniej” ilości osób kolorowych, bez uwzględniania ich kompetencji. Z drugiej strony mamy stado rasistowskich oszołomów, które uparcie wbija w młode głowy, że ludzie o pewnych karnacjach mają „lepsze” cechy od tych inaczej upigmentowanych.
To wszystko wielka brednia. Niestety, ale idiotów nie brakuje w każdej populacji. Wśród białych jest ich wystarczająco dużo, żeby czuć obrzydzenie to bezmyślnej tłuszczy ludzkiej jako całości.
Tak to seans z dokumentalną produkcją wygenerował u mnie poczucie, że ekspozycja na niepohamowaną nawałę medialną coś nam przez te lata odebrała. I stała się przez to wielka szkoda.

